Zacznij jeździć!

Gdy zacząłem swoją przygodę z motocyklami miałem 5 lat. Mój starszy brat jeździł wówczas Komarem S201, co na dzielnicy w której mieszkaliśmy było szczytem marzeń. Jednak apetyt rósł w miarę jeżdżenia, więc zapracował na Simsona S51 w wersji enduro, co było wielkim hitem tamtych lat. Później przyszedł czas na pierwszą Japonię. Tak prawdziwą Japonię! Wówczas mało kto nawet mógł marzyć o takim sprzęcie, choć była to zaledwie Honda MBX 80 z 6 stopniową skrzynią biegów 🙂

gdzie każde przełożenie brzmiało tak samo, jakby nie było różnicy pomiędzy poszczególnymi biegami. Ale i tak nie zmienia to faktu, że był to motocykl niemal nieosiągalny. Jako mały kajtek przyglądałem się temu, jak mój brat śmiga na tych motocyklach, jak je naprawia, maluje i chętnie mu w tym wszystkim pomagałem. Brat za to uczył mnie jeździć, gdy jeszcze nie dosięgałem nawet do podnóżków.

Pod koniec lat 90’tych kupiłem swój pierwszy numer magazynu Świat Motocykli. Był w nim test ówczesnej nowości Hondy CBR 1100 XX Super Blackbird. Poczułem wówczas, że motocykle są dla mnie czymś więcej, niż tylko zlepkiem metalu, gumy i plastiku. Gdy przeczytałem relację z wyprawy na Nordkapp wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, aby zacząć jeździć na swoim motocyklu! Pomimo, że bliscy niezbyt entuzjastycznie patrzyli na moją już wtedy pasję, dostałem szansę zapracowania na swój pierwszy, własny jednoślad. Było strasznie ciężko, ponieważ przez całe wakacje musiałem malować płoty w pełnym słońcu i zatrważająco wysokiej temperaturze. Zawzięcie jednak brnąłem do celu, którym był mój własny jednoślad Suzuki AY50WR Katana R, rocznik 2000 :). Byłem zachwycony! Od tamtej pory motocykle nierozerwalnie stanowią moją rzeczywistość i nie mam zamiaru z tego rezygnować. Kolejne lata przyniosły rozkwit mojej pasji i w naszym domu zaczęły pojawiać  takie maszyny jak Kawasaki GPZ 600R (to był mój pierwszy duży motocykl! 🙂 ),

następnie Suzuki RF 600R (to on jako pierwszy woził mnie po Torze Poznań 😀 ), Kawasaki ZX-12R Ninja (tak wspaniały motocykl sportowo-turystyczny, że do dziś żałuję, że już go nie ma), Honda VTR 1000 SP-1 (kozacki superbike, prowadzenie jak po sznurku, no i ten dźwięk litrowej V2… mmm… poezja pod każdym względem), a po drodze były krótkie epizody z Yamahą FZR 600R (poprawny motocykl, gładkie prowadzenie, ale zbyt grzeczny), Suzuki GS 500 (fajny naked, ale to nie dla mnie), a teraz na co dzień używam turystyczno-sportowe Kawasaki Versys 650. Oj zdziwili byście się, co z tym motocyklem można robić na górskich winklach! 🙂 Natomiast ze względu uwagi na moją obecna profesję, pojawiają się w moim życiu kolejne piękne motocykle takie jak Honda CB 200 1976r, Honda VT 1100 Shadow 1986 czy Piaggio Vespa PK 50 z 1982 roku. I takie życie jest piękne! 🙂

 

Mijały lata, zmieniały się motocykle i moje cele. Już nie wystarczyło pojechać na zlot motocyklowy, albo na wycieczkę. Chciałem czegoś więcej. Chciałem tego, co wówczas robili moi idole Tomek Kędzior i Paweł Szkopek. Chciałem poczuć smak rywalizacji na motocyklach, które tak bardzo kocham. Niestety realia były takie, że tylko garstka pasjonatów tego sportu mogła pozwolić sobie na wyczynową jazdę motocyklem. Pozostało szukać drogi, jak znaleźć się w tym zacnym gronie. Zajęło mi to przeszło 10 lat, gdy byłem w stanie już samemu odkładać środki na ten sport. Dążąc do kolejnego celu miałem możliwość pojechać pierwszy raz w życiu na tor wyścigowy, dzięki uprzejmości firmy Grandys, która w 2007 zorganizowała event, jakiego chyba jeszcze nikt w Polsce w tamtym czasie nie organizował. Dni Suzuki na Torze Poznań to 2 dni latania po torze wyścigowym z takimi zawodnikami jak Wojtek Sławiński czy Adam Badziak. Coś niepojętego! To wydarzenie tylko podsyciło mój apetyt na torowe igraszki. Wreszcie dostęp do torowania zaczął być osiągalny dla szerszego grona motocyklowych pasjonatów, dzięki pojawieniu się klas pucharowych jak Suzuki GSX-R Cup, który kierowany był właśnie do amatorów. Niestety ja wciąż nie miałem funduszy na taką zabawę, do czasu pojawienia się treningów amatorskich SpeedDay. Wreszcie mogłem pojechać na 2 dni jazdy torowej za rozsądne pieniądze, motocyklem, którym jeździłem także na co dzień. Był to rok 2012, a już w kolejnym sezonie kupiłem owiewki torowe i wystartowałem w moim pierwszym w życiu wyścigu w ramach Pucharu Okręgu Poznańskiego w klasie Motoyoungtimer 1000! Wyścigi, o których tak marzyłem niemal od dziecka stały się realne.

Nie mogłem uwierzyć w to, że ziszczają się moje marzenia i oto właśnie stoję na polu startowym, że zaraz zapalą się światła i ruszymy do pierwszego w moim życiu wyścigu motocyklowego. To było przeżycie, którego nie zapomnę do końca życia. Nie liczyło się to, czy i który dojadę. Najważniejsze było spełnienie mojego 10 letniego celu – wystartowania w wyścigach motocyklowych.

Dalej poszło już trochę z górki. Kolejny sezon to załatwianie formalności by wystartować w pełnym sezonie klasy Motoyoungtimer 600. Nie ukrywam, że na początku sezonu byłem lekko zdezorientowany gdy starałem się ogarnąć wszystkie formalności, ale ogarnąłem tą kwestię i już w maju jechałem pierwszą rundę pucharu na Suzuki GSX-R 600 K3. Rozpoczęcie sezonu poprzedziły zimowe przygotowania motocykla i mojej kondycji. Te kwestie poruszę jednak w moich kolejnych wpisach. Przygodę w Motoyoungtimerach zakończyłem na 2 miejscu w klasyfikacji generalnej. Czułem jednak, że nie jadę na pełnym gwizdku i dużo jeszcze przede mną ciężkiej pracy. Największą blokadą była świadomość, że mój kręgosłup nie jest w najlepszej kondycji i w razie konkretnego highside’a moge finalnie usiąść na wózku zamiast na motocyklu, kończąc sromotnie moją przygodę z torami i ogólnie jeździe motocyklem. Niesamowite jak strach przed takim scenariuszem blokuje rozwój zawodnika, gdy ten zaczyna już jechać coraz szybciej. Otóż na Poznańskim obiekcie wszystko szło gładko do czasu wykręcania przeze mnie czasów 1m 50s. i nagle blokada. Przez ponad miesiąc nic nie mogłem zrobić, nijak przyspieszyć, aż do czasu, gdy na jednym ze Speed Day’i pojawiła się Niemiecka zawodniczka Nina Prinz. Pomyślałem sobie, że to znakomita okazja pouczyć się od zawodnika, który ma doświadczenie w takich seriach jak Mistrzostwa Świata Moto2. Pojechałem zatem jedną sesję z Niną. Tak mnie przeciągnęła, że od razu poprawiłem czas o 2 sek! Przyznaję zatem, że jazda z instruktorem, to rewelacja w dalszym rozwoju i wypracowywaniu postępów!

Sezon 2016 wywróciłem do góry nogami. Niby nielogiczne i niezrozumiałe wydaje się przesiadka na motocykl o mniejszej pojemności bo to tak, jakbyśmy się cofali. Ja jednak postanowiłem zejść na małe pojemności z kilku powodów i uważam to za doskonałe posunięcie jeżdżąc od sezonu 2015 w Pucharze Polski Open Moto3/125. Po pierwsze małe pojemności, to mniejsze prędkości i mniejsze ryzyko zrobienia sobie krzywdy, co było dla mnie priorytetem. Druga sprawa, to koszty. I tu zaczyna się bajka, bo nie licząc zakupu motocykla cały sezon 2016 zamknąłem w kwocie 900 zł (!) wydanej z własnego portfela. Pozostałą część udało mi się zdobyć od sponsorów, a że małe klasy nie są aż tak pieniądzożerne, to udało się zminimalizować własne wydatki, a de facto zabawa praktycznie była ta sama jak w dużych pojemnościach, o ile nie lepsza. Dlaczego lepsza? A dlatego, że w Polsce mamy dość dużą ilość małych torów, na których takie 125 czy 250 czuje się jak ryba w wodzie i można spokojnie objechać nimi nawet litry! I właśnie na małym torze zobaczyłem, że mogę być szybki. O ile Poznań ma dużo długich prostych i mój ciężar ciała nie pozwalał na rozwinięcie tak dużych prędkości jak współzawodnicy, to na małych torach bardziej liczy się technika pokonywania zakrętów, a patrząc po czasach np. na torze w Pszczółkach, czy też Starym Kisielinie jest już całkiem nieźle.

 

Sezon 2017 to kontynuacja zmagań w Pucharze Polski 125, być może z gościnnym występem na rundach Alpe Adria. W kolejnych wpisach zajmę się tym ile wydałem w Motoyoungtimerach, a ile w 125, oraz jak zdobyłem budżet. Podpowiem też Wam, czego unikać przy szykowaniu swojej wyścigówki (przynajmniej na początku), aby nie wchodzić w niepotrzebne koszty, a w co warto zainwestować już na samym początku przygotowań do sezonu. Zapraszam do czytania! 🙂

Hej!
#Kamel86

Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *